Pokój nauczycielski do remontu

mihauOd kilku dni, w sieci robi furorę filmik, na którym pewien młodzieniec o rysach wiedźmina poucza swojego nauczyciela historii jak powinien prowadzić zajęcia i wytyka mu brak zaangażowania w swoją pracę. Materiał kręcony „zza winkla” przez jednego z uczniów, w kilka godzin stał się hitem, a samemu chłopakowi, przyniósł sporo fejmu, bo pojawił się już w wieczornych wiadomościach i – jak można się było spodziewać – internet szybko obdarował go własnym utworem muzycznym, a to dopiero początek. Jednak najważniejsze jest to, że wzbudził w mediach dyskusję na temat nauczania oraz systemu szkolnictwa i jest to pierwszy tak głośny protest tej drugiej, od zawsze słabszej i milczącej strony, czyli uczniów.

Jeff Bliss – bo tak nazywa się długowłosy buntownik, nie wytrzymał monotonii zajęć na jednej z lekcji historii w Duncanville High School (Texas) więc wstał i wygarnął co go boli nauczycielce, która z podpartą z nudów głową, schowana za ogromnym biurkiem i monitorem, nie miała nawet ochoty i ambicji się chociaż za to wkurwić.

Co nie podoba się Jeff’owi? To, że nauczyciele tak naprawdę niczego nas dziś nie uczą. Podają nam odgórnie przygotowane, zimne informacje w sposób atrakcyjny jak Anna Grodzka w bikini. Ja rozumiem, że jest coś takiego jak linia programowa, której nauczyciele muszą przestrzegać, ale kończąc studia humanistyczne, można by się wykazać choć minimalną dozą inwencji i przedstawić te fakty w bardziej ambitny sposób. Póki co, znakomita większość nauczycieli wychodzi z założenia, że dzięki samemu statusowi belfra, należy im się ogrom szacunku i w żadnym wypadku nie mają obowiązku się o niego postarać. W końcu to oni decydują o naszej przyszłości. Jeden ruch ręki i zostajemy w tej samej klasie na następny rok. Jednak czy nauczyciel „wychowawca” nie powinien wychowywać? O ile rozumiem nauczycieli niedopuszczających uczniów szkoły średniej (kiedy ci są dorośli) do następnej klasy, o tyle nigdy nie pojmę jak można zrobić to samo z dzieckiem w podstawówce? Czy da się w bardziej jawny sposób przyznać do porażki zawodowej? No bo błagam, rolą pedagoga, jest nauczanie. więc jeśli nie potrafi nauczyć czegoś dziecka to szkoda dla niego miejsca w pokoju nauczycielskim. To tak jakbyśmy oddali spodnie do krawcowej, żeby zszyła nam kieszeń, a odebrali je z obciętymi nogawkami, wytarte i obsrane. Jeśli nie potrafisz czegoś zrobić to tego nie rób. Proste.

Niedbalstwo i brak ambicji wśród grona pedagogicznego, doprowadziły do tego, że dziś DOBRYM nauczycielem nie jest ten, który uczy, a ten co ma wyjebane. Na pewno znacie to z autopsji: „Ten Czesiek to zajebisty nauczyciel, przychodzi na lekcje i tylko siedzi. Można robić co się chce i wypuszcza wcześniej”. Brzmi znajomo?

Dzięki Jeff’owi Bliss’owi, dowiadujemy się, że ten problem dotyczy nie tylko Polski. Jednak o ile szkolnictwo na poziomie podstawowym i średnim stoi u nich i u nas na podobnym poziomie (jeśli chodzi o podejście nauczycieli oczywiście), o tyle znaczną różnicę można zauważyć w szkolnictwie wyższym. Bo jak wyglądają studia w Polsce? Wykład, nudny wykład, zajebiście nudny wykład, ćwiczenia (które różnią się od wykładu tylko tym, że czasem o coś cię zapytają i od czasu do czasu robią kolokwia), wykład, w-f, wykład. Ogólnie rzecz biorąc – TRAGEDIA. Dla porównania, jak wyglądają studia np. w USA? Wykład, laboratoria badawcze, ćwiczenia, praca nad projektem w grupie, zajęcia w bibliotece, ćwiczenia, zajęcia artystyczne, zajęcia sportowe, a w miedzy czasie możemy zajmować się redagowaniem gazety szkolnej, być zawodnikiem uczelnianej drużyny sportowej, lub zajmować się sprawami bractwa. Ogólnie rzecz biorąc – uczysz się czego chcesz, rozwijasz się w którą stronę chcesz, a wszystko dostajesz w najlepszym wydaniu.

Skąd ta różnica? Chodzi o podejście, chęci i jeszcze raz pieniądze. W Polsce jak wiadomo mamy uczelnie państwowe, na których studiujemy sobie za darmo ile chcemy. A jak jest z nieodpłatnymi rzeczami każdy wie – za darmo można co najwyżej dostać wpierdol, a to i tak zwykle lekko. Wykładowcy nie musza się o nic starać. Pensję dostaną tak czy siak, a studenci powinni być szczęśliwi, że ktoś z rangą profesora w ogóle do nich przychodzi. Zupełnie inaczej jest w USA. Tam Uczelnie są prywatne i kosztują gruby kwit, dlatego płacąc wymagasz i musisz dostać nauczanie na najwyższym poziomie.

Uczęszczałem do 5 różnych szkół, w 2 miastach i na ścieżce swojej edukacji spotkałem może trzech belfrów, którzy czegoś mnie nauczyli i sprawili, że miałem ochotę chodzić na ich zajęcia. Fajnie, ale to nie jest nawet 10% biorąc pod uwagę wszystkich moich nauczycieli… Co może nam pomóc? Pełna prywatyzacja szkół? Na pewno. Jeśli młody nauczyciel miałby szansę awansu i podwyżki za to, że młodzież go lubi, nie popadałby w monotonię zawodową. Jednak na to potrzeba lat. Ciągle wierzę w to, że ludzie się zmieniają i coraz więcej będzie młodych, ambitnych nauczycieli.

Aż pojawiła mi się w głowie lekko zmieniona scena z „Kilera”, w której wąsaty dyrektor mówi do młodego nauczyciela:

– Masz być jak Michelle Pfeiffer w „Młodych gniewnych”!

– Będę!

– Jak Robin Williams w „Stowarzyszeniu umarłych poetów”!

– Będę!

.

Nauczyciele, bądźcie.

Reklamy

About Michał Gaca

Własny pogląd na Cudze sprawy.

Posted on Maj 11, 2013, in O wszystkim i o niczym and tagged , , , , , , . Bookmark the permalink. 4 Komentarze.

  1. „To tak jakbyśmy oddali spodnie do krawcowej, żeby zszyła nam kieszeń, a odebrali je z obciętymi nogawkami, wytarte i obsrane.”
    Dla takich smaczków chce się czytać. Co do wątku polskiego szkolnictwa wyższego, z góry trzeba zdać się na doświadczenie starszych kolegów i przewidzieć fakt, że wykłady się nie nadają. Każdy rozsądny student powinien wziąć wszystkie wykłady i wykreślić je z planu zajęci w pierwszy dzień po jego publikacji. Np. ja, wraz z moimi znajomymi tak robiliśmy i jak chcieliśmy to zdawaliśmy, nawet lepiej od tych, którzy przykładnie na wszystko chodzili. Najgorsze jest to że zostają wszystkie potrzebne ćwiczenia i laborki, które są porozrzucane po całym tygodniu jak gówno po polu, co w efekcie daje brak możliwości produktywnie wykorzystania ogromu całego tego czasu. Receptą zdają się być studia zaoczne, ale jednak nie i chuj.
    Pewnie też nie będzie odkryciem fakt, że jednak szkoła sama sobie ODZIWO nic nie daję jeśli sam z niej czegoś nie wyciągniesz, a suma summarum to jak sobie poradzisz w życiu i ile będziesz zarabiać zależy od indywidualnej obrotności.

  2. Foreveralone

    „Każdy rozsądny student powinien wziąć wszystkie wykłady i wykreślić je z planu zajęci w pierwszy dzień po jego publikacji. Np. ja, wraz z moimi znajomymi tak robiliśmy i jak chcieliśmy to zdawaliśmy”

    To dlaczego w lombardzie zapierdalasz?

  3. Zapierdalasz ? Bitch please… Bo nie jestem ani głuchy ani ślepy na to co dzieje się na rynku pracy. Na studiach byłem, doświadczyłem i podziękowałem z własnego wyboru. Zapraszam do obejrzenia mojego indexu.

  4. „nic nie daję jeśli sam z niej czegoś nie wyciągniesz, a suma summarum to jak sobie poradzisz w życiu i ile będziesz zarabiać zależy od indywidualnej obrotności.”

    to chyba najrozsądniejsze rozwiązanie i jednocześnie złoty środek w ustanowieniu sobie jakichkolwiek drogowskazów ku przyszłości. Popularne studiowanie dla studiowania w wielu przypadkach nie sprawdza się, w przeciwieństwie do studiowania dla siebie. Nawet te nieszczęsne wykłady stają się źródłem potrzebnej wiedzy gdy tylko dotyczą przedmiotu który celebrujemy z miłą chęcią, no i przede wszystkim od wykładowcy. Studiowanie to ruletka, albo będzie dane ci się współpracować z dydaktykami, albo skamieniałość dydaktyków i sposób prezentowania przez z nich wiedzy równe będą każdej minuty zmieszanej z błotem.

Walnij komcia!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Pokolenie Ikea

Cześć. Jestem Piotr C. Jestem blogerem, pisarzem i opowiadam historie.

KULTURĄ W PŁOT

To nie jest blog dla głupich ludzi

%d blogerów lubi to: