Najlepsze na koniec. Czyli filmowy przewodnik po ostatnim kwartale 2013 roku

mihau

Kończący się powoli rok 2013 spływa po historii dziejów Polski w nad wyraz nudny sposób. Życie medialne i polityczne to ciągłe sequele. A to Macierewicz kontynuując wojnę smoleńską dostaje telefon od Putina na skypie, a to Mama Madzi idzie do więzienia, a kanciasto-głowy Rutkowski wydaje książkę (Ameryka pełno gębo), a to reprezentacja Polski w piłce nożnej nie wchodzi do fazy grupowej mistrzostw świata, a to premier ciągle nas rucha… Mówiąc krótko – nic nowego, nic ciekawego, nuda. Ten rok jest na tyle nijaki, że biorąc do kupy wszystkie ważne wydarzenia polityczne i społeczne, wychodzi na to, że najbardziej interesująca jest transformacja stylowa Michała Wiśniewskiego, który zamienił czerwony pióropusz i ciuchy sado-maso na czarnego grzybka i ciepły polar. Ale cóż, jaki kraj, takie zmiany.

Szukając czegoś interesującego i poczytnego, spróbowałem pójść na skróty i sięgnąć tam, gdzie czuję się najlepiej – do kina. Problem w tym, że i na tej przestrzeni niewiele się wydarzyło. Oczywiście, było co oglądać, skłamałbym mówiąc, że nie, w czasach, kiedy kręci się 10 000 filmów rocznie, ale oprócz kilku ciekawych tytułów, było ekscytująco i awangardowo jak w „1 z 10”.

Do tego co spotkało nas w kinie dobrego, zalicza się na pewno „Iluzja”, czyli hollywoodzka produkcja o cwanych magikach z doborową obsadą i dość ciekawym scenariuszem. Miło zaskoczyła mnie wakacyjna komedia obyczajowa „Najlepsze najgorsze wakacje” ze zjawiskowym Sam’em Rockwell’em. Uśmiałem się do łez, choć nie było tam pierdzenia, rzygania i cycków.

Nie zawiodłem się też na dłuuuuugo wyczekiwanym zombie-movie „World war Z”. Nie była to rewelacja, a raczej satysfakcja. Dostałem dokładnie to czego się spodziewałem. Coś jak praktyczny prezent na urodziny, kiedy sam go sobie wybierasz. Nie sprawia takiej frajdy jak PlayStation – niespodzianka, ale lepsze to niż niepotrzebne gówno, które odbieramy ze sztucznym uśmiechem.

Do największych zawodów tego roku zalicza się ostro krytykowany „Wielki Gatsby”, przez który Leo DiCaprio po raz kolejny może pożegnać się z nominacją do Oscara (chyba, że… ale o tym później). Spodziewałem się czegoś rewolucyjnego, wgniatającej w fotel historii opowiedzianej na nowo, a dostałem przekalkowany pierwowzór w kiczowatej jak bielizna Dody oprawie. Szkoda.

Kolejnym wielkim kciukiem w dół był „Człowiek ze stali”, czyli pierwszy superman bez majtek na spodniach. OK, może i był efekciarski, może i historia przedstawiona była rzetelnie, może i przypominał trochę „Dragon ball’a”, ale nie zmienia to faktu, że po tak wiele obiecujących trailerach, dostałem zwykły, amerykańsko-wyniosły film o superbohaterze. Się nie popisał Zack Snyder, oj nie.

O ile w polskich mediach było nudno jak na mszy, o tyle w kinie działo się sporo dobrego i ciekawego. Zachwyciła mnie „Drogówka” (jak wszystko czego dotknie Wojtek Smarzowski), zaskakujący choć nieidealny był „Sęp” z Żebrowskim i Przybylską, a przede mną jeszcze pozytywnie oceniany „Układ zamknięty” i triumfująca na festiwalach „Ida”. Jak widać klasa polskiej kinematografii ma tendencję rosnącą niczym dług publiczny. Oby tak dalej.

Reszta filmowego roku 2013 to już praktycznie same bezpieczne kontynuacje takie jak: „Kac Vegas 3”, „Uniwersytet Potworny”, „Iron man 3” czy „Kick-ass 2”. Nic nad czym można by się było rozwodzić.

Nie jest to filmowe podsumowanie roku, choć z pozoru na nie wygląda. Do sylwestra jeszcze trochę czasu, a ja nie chcę palnąć gafy jak PISF, który przedwcześnie wybrał na polskiego kandydata do Oscarów „Wałęsę” zamiast grzecznie poczekać na „Idę”, która już teraz może pochwalić się kilkoma prestiżowymi wyróżnieniami, a najnowszy film Wajdy jedynie ilością gimnazjów, które były zmuszone wybrać się na niego do kina. Nie jest to podsumowanie roku, jak do tej pory cholernie nudnego, bo wytwórnie filmowe zrozumiały, że w dzisiejszych czasach powstaje zbyt dużo filmów, dlatego swoich głównych kandydatów do Oscara wypuszczają pod koniec roku, żeby widzowie mieli je świeżo w pamięci. Tak oto, dostajemy to co najlepsze w ostatnich trzech miesiącach roku*.

Rozwiewając niszczącą niczym mgła smoleńska nudę, pragnę przybliżyć wam najbardziej interesujące, kinowe pozycje, które jeszcze przed nami.

THE WOLF OF WALL STREET” – wspominałem wcześniej, że DiCaprio stracił szansę na Oscara, ale… nie do końca. Jest jeszcze ten oto film o Jordanie Belforcie, frywolnym maklerze, za który może wpaść mu chociaż nominacja. Na stołku reżyserskim Nikt inny jak Martin Scorsese, więc nie może być źle.

Moim osobistym „can’t wait’em” tego roku jest piąta już z kolei produkcja Dickhouse, ściśle powiązana z Jackass’em, czyli „BAD GRANDPA„. Johnny Knoxville w swoim najzabawniejszym wcieleniu najgorszego dziadka na świecie i amerykanie wkręceni w ukrytą kamerę. Coś cudownego.

Choć największym fanem LOTR nie jestem, chętnie wybiorę się na drugą część serii o niziołku: „HOBBIT: PUSTKOWIE SMAUGA„. Sam pomysł z podzieleniem dość biednej objętościowo książki na aż trzy bardzo długie filmy jest moim zdaniem komiczny i sprawia, że twórcy muszą naciągać fabułę jak Ibisz skórę na twarzy, no ale hajs się musi zgadzać.

OUT OF THE FURNACE„. Niewiele mi wiadomo o tym filmie, ale zwiastun robi wrażenie. Nie wiem czy ten film będzie naprawdę dobry, nie wiem czy będzie w ogóle wyświetlany w Polsce. Jestem za to przekonany, że nominacje za aktorstwo posypią się jak domy w Gruzji.

LABIRYNT„, w którym Złodziej życia porywa córkę Wolverina, a Donnie Darko musi ją odnaleźć. Fabuła wydaje się oklepana, ale mamy doborowa obsadę, mroczny klimat i podejrzewam, że zaskakujące rozwiązanie. Może być ciekawie.

Kręcenie remake’ów znakomitych i młodych filmów jest opłacalne jak oralne pieszczenie prostytutki. Wydasz kupę kasy, a i tak nic z tego nie masz, a każdy cię wyśmieje. Jedynymi entuzjastami będą podjarani wszystkim co nowe gówniarze. Mówię tu o szykowanym remaku „OLDBOY’A” autorstwa genialnego Chan-wook Parka. Nie wyobrażam sobie tego filmu w innej scenerii niż Korea, a obsadzenie Samuela L. Jackson’a w roli głównego antagonisty jest już całkowitym sikaniem pod wiatr.

Gdybym miał stawiać duże pieniądze na zdobywcę tegorocznej złotej statuetki łysola dzierżącego miecz, w ciemno zdecydowałbym się na „ZNIEWOLONEGO„. Póki co mało o tym filmie wiadomo, ale tylko spójrzcie na zwiastun… Jest kostiumowy, wyniosły, długi, poprawny politycznie, oparty na faktach, SMUTNYCH faktach… Idealny kandydat do Oscara. Film uniwersalny – do połowy mogą z uśmiechem na twarzy oglądać go rasiści, a od połowy zwolennicy równouprawnienia. Czego chcieć więcej?

Któż z nas nie kocha świątecznych animacji? W tym roku Disney przygotował dla nas „KRAINĘ LODU„. Podejrzewam, że będzie jak zawsze – zabawnie, wzruszająco i kolorowo. Zupełnie jak po wódce.

Skoro jesteśmy już przy Disney’u… „RATUJĄC PANA BANKS’A„, to historia z życia samego Walt’a Disney’a, a w jego roli nikt inny jak sam Tom Hanks, a wiadomo, tam gdzie Hanks tam Oscary. Idąc tym tokiem myślenia…

… Oscary mogą też posypać się w kierunku „KAPITANA PHILLIPS’A„. Tutaj również Hanks w roli głównej. Tym razem będzie się zmagał z grupą somalijskich piratów atakujących jego statek. zapowiada się inteligentnie poprowadzony thriller. Nie mogę się doczekać.

Jak mówi stare żydowskie przysłowie: „Rok bez filmu o holokauście to rok stracony”. Tak oto przedstawiam wam ponoć świetny zwiastun, ponoć świetnego filmu, na podstawie ponoć świetnej książki – „ZŁODZIEJKA KSIĄŻEK„.

AMERICAN HUSTLE” – o tym filmie nie będę pisał nic. Bradley Cooper, Christian Bale, Amy Adams, Jeremy Renner i Jennifer Lawrence. Muszę coś jeszcze dodawać?

Ridley Scott dawno nie spłodził nic naprawdę dobrego. Tego roku ma się to zmienić, bowiem do kin wchodzi jego najmłodsze dziecko „ADWOKAT„. Niesamowita obsada, piękne zdjęcia, scenografia przywodząca na myśl Vice City i wciągająca fabuła – tym ma nas przyciągnąć do kin Scott. Nie wiem jak wy, ale ja już grzeje fotel w multikinie.

Magia. Bo tylko tak mogę opisać wrażenia po obejrzeniu zwiastuna do nowego filmu Ben’a Stiller’a – „SEKRETNE ŻYCIE WALTERA MITTY„. A myślałem, że to ja jestem pierdolnięty i niedojrzały.

Po „Kac Vegas 3” było mi smutno, że pożegnałem to magiczne miejsce na zawsze. Nic bardziej mylnego! Wracam tam jeszcze w tym roku, razem z nowym filmem Turteltaub’a. „LAST VEGAS” to komedia z doborową obsadą najbardziej zasłużonych seniorów Hollywood. Będzie śmiesznie i przede wszystkim Las Vegasowo.

* Daty amerykańskich premier, nie polskich.

Advertisements

About Michał Gaca

Własny pogląd na Cudze sprawy.

Posted on Październik 22, 2013, in Uncategorized and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Walnij komcia!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Pokolenie Ikea

Cześć. Jestem Piotr C. Jestem blogerem, pisarzem i opowiadam historie.

KULTURĄ W PŁOT

To nie jest blog dla głupich ludzi

%d bloggers like this: