Pisarz – misjonarz

mihauOd najmłodszych lat fascynowałem się literaturą, choć wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to robię. Jako skromny chłopiec w okrągłych okularach, latałem do biblioteki 2 razy dziennie i wymieniałem komiksy na nowe, czytając je po kątach korytarzy, kiedy koledzy kopali do siebie piłkę zrobioną z folii po drugim śniadaniu. Później przyszła pora na książki młodzieżowe (choć z komiksów nigdy nie wyrosłem). „Karolcia”, „Chłopcy z placu broni”, jakaś seria detektywistyczna o trójce nastolatków rozwiązującej kryminalne zagadki swojego miasta, której tytułu za cholerę nie mogę sobie po tylu latach przypomnieć… Po wielu lepszych lub gorszych tytułach, które zaciekawiły mnie i w pewien sposób wykształciły mój gust, wziąłem w swoje ręce pierwszy tom serii o Harrym Potterze, której wiele zawdzięczam. Z czasem pojawiła się polska fantastyka, później biografie, teraz zaczytuje się w beletrystyce. Dojrzewałem na książkach, pomagały mi się rozwijać, wciąż pomagają i choć moim konikiem jest kino, które pokochałem od pierwszego wejrzenia, nigdy nie przestanę zagłębiać się w słowo pisane, bo tak naprawdę dzięki książkom, potrafię dziś składać zdania, mogę błysnąć ciekawym cytatem w towarzystwie czy odprężyć się po ciężkim dniu. To z nimi spędziłem setki nieprzespanych nocy i to książki właśnie, będę bronił do ostatniej kropli krwi, potu i czegokolwiek co jeszcze będzie ze mnie kapać.

1503953f29a225c69d5129d4fc9e868d,641,0,0,0

Zdjęcie przedstawiające Kaję Malanowską – polską pisarkę młodego pokolenia, pojawiło się chyba w każdym serwisie informacyjnym i opiniotwórczym w ciągu ostatnich kilku dni. Powodem burzy wokół tej osoby był wpis na jej profilu facebookowym, w którym autorka żali się z marnych dochodów jakie przyniosła jej najnowsza powieść. 6800 zł – kwota, która stała się już pewnym memem internetowym, to zapłata jaką Malanowska dostała za (jak podaje) 16 miesięcy ciężkiej pracy, polegającej na tworzeniu, wymyślaniu i samym pisaniu książki „Patrz na mnie, Klaro!”. Wszystko byłoby ok – bo przecież każdy może pisać na swojej tablicy co chce – gdyby nie ogromny ból dupy, jaki wylał się od wszystkich istniejących na tym świecie ludzi narodowości polskiej.

Przeczytałem tysiące wpisów zwykłych ludzi na temat tego co powiedziała o swoim rozczarowaniu Malanowska i nie spotkałem się z ani jednym zdaniem pozytywnie do niej nastawionym. Nie będę ukrywał, że mną to wstrząsnęło i choć zwykle na społeczny ból dupy mam wyjebane, tym razem postanowiłem wnieść coś od siebie w tę dyskusję.

Głównym zarzutem wobec Malanowskiej jest to, że ta oczekuje zapłaty za coś, co tej zapłaty warte nie jest. Bardzo logiczne. Wielka ręka wolnego rynku. No bo jeśli coś się ludziom nie podoba, ci tego nie kupują, autor nie zarabia i jest ok. Wszystko byłoby super, gdyby nie jedna martwiąca sprawa. Książka Malanowskiej nie zarobiła kokosów nie dlatego, że jest zła, a dlatego, że ludzie w tym kraju z każdym rokiem czytają mniej książek. Jeśli nie uważasz, że to przerażające to albo jesteś debilem, albo… jesteś debilem.

Ci którym bliżej do analfabetyzmu niż z kibla do umywalki krzyczą, że są przeciwko dofinansowywaniu pisarzy z budżetu państwa, bo kultura powinna utrzymać się sama i jeśli autor będzie pisał książki dobre, to będzie na nich zarabiał. Fajnie, jako przeciwnik socjalu w pewnym sensie się z tym zgadzam, ale z drugiej strony łzy napływają mi do oczu, kiedy dociera do mnie, że nikt nie krzyczy, kiedy z budżetowych pieniędzy powstaje kolejny sezon „M jak miłość”, „Barw szczęścia” czy tego chujowego programu lajfstajlowego co go Młynarska prowadzi. Czy to ludzie głośno szczekają na tematy, o których nie mają zielonego pojęcia, czy po prostu poczucie gustu wśród Polaków spadło do poziomu Rowu Mariańskiego?

Ja rozumiem, że większość ludności naszego kraju to idioci, dlatego uważam demokrację za najchujowszy z możliwych ustrojów, ale żeby doprowadzić do sytuacji, w której po słowo pisane sięga mniej niż połowa obywateli? Warto podkreślić, że ta „mniej niż połowa” to ludzie, którzy przyznali się do przeczytania co najmniej JEDNEJ książki w ciągu ostatniego roku. JEDNEJ KURWA. Ważne jest też co ci ludzie czytają, a jak wskazuje sprzedaż największych księgarni – nie jest kolorowo, bo króluje tam „Grey”, „Zmierzch” i inne gówna przynoszące wstyd sztuce literackiej. Ja rozumiem, że żyjemy w kraju podłym, że ludzie harują jak woły, żeby się utrzymać, na książki pieniędzy nie mają, a na czytanie czasu. Ale bez przesady, cena książki to ok. 30 zł. Ile pieniędzy wydajemy na niepotrzebne pierdoły (jak np. słodycze), a moglibyśmy za nie kupić sobie coś do czytania przynajmniej raz w miesiącu? Czas na lekturę znajdzie się zawsze. Zamiast „Świata wg. Kiepskich” na przykład. Poza tym są jeszcze ludzie z wielkim wachlarzem wolnego czasu, jak np studenci, którzy również nie czytają nic, nawet materiałów naukowych.

Kolejny inteligentny komentarz: „Jeśli ktoś wie, że na pisaniu się nie zarabia, to po co pisać? Zdobądź zawód i rób coś pożytecznego zamiast pierdolić głupoty i żerować na państwie”. Taaaaak, kolejny raz utwierdzam się, że żyjemy w kraju z największym procentem hipokrytów na świecie. Kiedy temat jest na topie stajemy się ekspertami w tej dziedzinie i nie zważamy na to, ze oprócz ośmieszania siebie, wykazujemy się totalną ignorancją jako naród. Bo każdy ma normalnie zarabiać, tylko nie pisarze. Specjalnie nie zamykam tej sfery zawodowej jako „artystów”, bo wtedy bym skłamał. Przecież Mietek z rodziną, pójdą na koncert Dody, zapłacą za bilet i napiją się wygazowanego piwa z plastiku, bo ma duże cycki i jej się należy. Dla Mietka współcześni pisarze to „pseudoartyści”, nikomu do niczego nie potrzebni. On uznaje tylko Mickiewicza, Sienkiewicza, Żeromskiego – choć nigdy nie przeczytał żadnego z ich dzieł, a nazwiska pamięta z podstawówki.

Nazywam polaków hipokrytami, bo szczycą się nazwiskiem Szymborskiej, Herberta i innych wybitnych poetów i pisarzy. Chcieliby móc chwalić się, że wielcy wieszcze są ich narodowości, ale najlepiej żeby przyszło to za darmo. Dlaczego wybitny naukowiec i inżynier mają być dofinansowywani z każdej możliwej strony, żeby rozsławić swoimi ideami nasz kraj, a pisarze nie? Oni mają w martyrologiczny sposób oddać się ojczyźnie i być dumnymi, że mimo kopniaków w dupę, dalej z własnej woli dążą do zmiany tego świata na lepsze. Niczym Jezus Chrystus, przez lata opluwani i klepiący biedę, mają czekać aż po śmierci przyjdzie do nich sława i zrozumienie. Najbardziej przykre jest to, że jeśli ekonomista powie, że nie chce być Chrystusem – każdy go zrozumie, w końcu to ekonomista. Jednak kiedy to samo stwierdzi pisarz – zostaje skasowany na samym starcie.

Nie mówię, że należy płacić każdemu pisarzowi z naszych podatków, za samo to, że pisarzem jest (choć jest tak z dziennikarzami, czy politykami i nikomu to nie wadzi), bo nie powinno się robić tak wobec żadnego ze znanych nam zawodów artystycznych czy nieartystycznych. Może warto by jednak pomyśleć o jakimś szerszym systemie stypendialnym dla młodych autorów? Robi tak większość cywilizowanego świata i nikt na to nie narzeka. Oczywiście najwspanialszym rozwiązaniem byłoby zwiększenie zainteresowania czytaniem wśród społeczeństwa. Śmiejemy się z Amerykanów, że są tępi i nadmuchani, ale tam sprzedaż książek (wliczając te elektroniczne) niemalże dorównuje rynkowi fonograficznemu czy filmowemu. Tam pisarze są celebrytami, nie tak jak u nas celebryci pisarzami. Nie wspominam już o Katarze i innych krajach arabskich, które w przekonaniu zadufanych w sobie i wszechwiedzących Polaków są nierozwinięte, a nawet niedorozwinięte. Prawda jest taka, że literatura piękna w tamtych rejonach jest najpopularniejszą z dziedzin sztuki, a ludzie na spotkania z autorami przychodzą tłumami, jak na koncert U2.

Nie wiem sam czy problemem tu jest nasza mentalność podzielona przepaścią między młodzieżą, a seniorami, gdzie młodzież jest utwierdzona w przekonaniu, że wszystko co zagraniczne zawsze będzie o niebo lepsze od polskiego, a starszyzna twierdzi, że mamy swoich mistrzów, którzy co prawda wymarli razem z dinozaurami, a interpretacja ich dzieł jest już od dawna nieaktualna i morały są przestarzałe, ale po co nam nowi. Może po prostu nienawidzimy wszystkich, którzy starają się coś osiągnąć, obrzucając ich gównem już u podstaw? Czy jednak to wina mediów, które umiejętnie i skutecznie ogłupiają nam naród, wałkując w kółko same idiotyczne treści w telewizji i prasie? A może wszystko to na raz? Najlepiej sprzedające się w Polsce wydawnictwa, to te tłumaczone z innych języków. Pisarze zarabiający najwięcej to ci, którzy tworzą w większości totalne szmiry jak np. King, Meyer i James. Ludzie, którzy jeszcze pamiętają dobre książki, są zdania, że nie potrzebujemy nowych twarzy w polskiej literaturze, bo przecież był Kochanowski, Prus i Leśmian. Starczy. Internauci hejtują humanistów, wróżąc im przyszłość na zmywakach (choć ostatnio trochę zamknęli mordy, kiedy rozwinął się rynek dla zawodów kreatywnych, w których humanista za prowadzenie strony na facebooku, albo dodawanie notek na blogu zarabia jakieś cztery razy tyle co zdrowo zapieprzający inżynier. Kto komu teraz poda frytki, bitches?), a w społeczeństwie funkcjonuje przekonanie, że pisanie to nieróbstwo. Jestem przekonany, że jeśli każdy pisarz w Polsce przestałby nagle tworzyć i zajął się czymś innym, w ciągu roku zacząłby się płacz, że „co to za kraj?! Nie mamy nawet dobrych pisarzy! Wstyd!”. Jak dogodzić komuś, kto sam nie wie czego chce?

Pisząc ten komentarz, chciałem obronić ludzi kreatywnych i sztukę. Jednak im dalej brnę w ten temat, zagłębiam się w opinię społeczną i rozmyślam nad problemem, dochodzę do wniosku, że wszystko jest już na drodze do zatracenia. Jestem już prawie pewien, że prędzej przejadę się metrem w Sosnowcu niż przeciętny Polak doceni dobrą książkę, więc chyba dam sobie spokój i nie będę pisarskim misjonarzem.

Stojąc sam otoczony przykrymi wypowiedziami ludzi nie mających zielonego pojęcia o czym mówią i do czego to może doprowadzić, rozglądając się i dopatrując smaku, gustu i oznak inteligencji wśród polskich czytelników, chciałbym zacytować jednego z współczesnych mistrzów polskiej literatury, Pana Andrzeja Sapkowskiego:

Z lewa chujnia,

Z prawa chujnia,

A po środku pizdziec.

A teraz idę płakać w samotności.

Reklamy

About Michał Gaca

Własny pogląd na Cudze sprawy.

Posted on Marzec 15, 2014, in Felietony, Książki, O wszystkim i o niczym and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. 5 Komentarzy.

  1. No niestety dzisiejsza młodzież nie czyta książek, bo woli spędzać czas przed komputerem, niż zająć się jakąś lekturą. A przecież jest tyle różnych gatunków książek że każdy znajdzie coś dla siebie. Sam lubię czytać, najczęściej fantastykę ale sięgam też po książki historyczne. Ceny książek są jakie są, ale można równie dobrze je wypożyczyć, wszak istnieje instytucja pod nazwą biblioteka, z której korzystam. Jeżeli lektura się spodoba, można kupić sobie kopię książki tym samym dając zarobić autorowi który widząc sukces swojej pracy może stworzyć kolejne dzieło. Jeśli chodzi o nagminne hejtowanie, to w przeciągu kilku ostatnich lat zauważyłem, że większość hejterów to tacy, którym coś się nie podoba bo innym też się nie podoba. Nie oglądałeś/czytałeś-to nie pierdol. Właśnie dlatego zasięgam opinii znajomych, a nie internautów-gimbazjalistów którzy myślą że pozjadali wszystkie rozumy i są pępkiem świata. Rzekłem.

  2. Świetny tekst, jak zwykle na poziomie. Uwielbiam twój styl, czekam na więcej.

  3. Ja chce byc rozchwytywanym grafikiem komputerowym, ale na tej dzialalnosci ledwie moge zarobic na miesieczny abonament internetowy. Domagam sie wiekszych zarobkow! Nalezy mi sie! W ten sposob chce zarabiac i koniec!

  4. Po pierwsze nie każdy nastolatek zamyka się przed książką. Ja mam szesnaście lat i czytam. Nie za dużo, ze względu na szkołę. Jak się posłucha nauczycieli, jacy to oni nie mądrzy, to ma się ochotę jebnąć sobie za przeproszeniem w łeb, a nie czytać. Po szkole młodzież inwestuje głównie w szybką i stosunkowo tanią rozrywkę, najlepiej grupową. Przoduje kino, basen, kręgielnia czy chociażby ławka w parku czy galeria. Czemu? Główną przyczyną jest fakt, że dzieci nie są uczone od małego że czytanie jest fajne i potrzebne. Potem dorastają i jako nastolatkowie uważają, że książki staromodne, że złe. Ponadto książka to swoisty symbol szkoły, a w obecnych czasach mało kto lubi szkołę. Ja osobiście traktuję ją jako miejsce spotkań młodzieżowych, bo potrzebnej mądrości i przydatnej nauki się tam nie znajdzie. Jednak myśląc głębiej, zastanówmy się, dlaczego nie czytają rodzice? Mam swoją teorie. Wszystko przez lektury szkolne. Dziecko jest młode – czyta bo musi do szkoły. I co czyta? Za przeproszeniem jakieś aktualne gówno lub inną kupę, która kiedyś uchodziła za coś zniewalającego. Każąc czytać dzieciom na siłę w dodatku nudne dzieła literackie, dziecko się zniechęca, co powoduje zerwanie więzi z książką. Jeżeli jakimś cudem znajdzie się ktoś, kto polubi literaturę proponowana przez ministerstwo, może uniknąć zniechęcenia i kontynuować swą podróż. Jednak jej kres następuje zazwyczaj po skończeniu szkół. Kiedyś miało się dużo wolnego czasu. Wraz z dorosłością – jest go mniej. Kontakt słabnie, może z czasem się urywa. O ile jest jeszcze jakaś szansa, że dziecko nie zniechęci się ogólnie do literatury, to obrywa szczególnie literatura polska – wszak to właśnie ona pręży się w większości na listach lektur. Jeśli chodzi o literaturę zagraniczną – jest duża selekcja tego, co wydaje się w Polsce. Większość książek jest po prostu na tyle dobre (lub rozreklamowana) że zapewnia finansowy sukces wydawnictwu. Sięgając po literaturę zagraniczną mamy poniekąd gwarancję dobrej zabawy. Z książkami polskimi jest natomiast tak, że mało która jest naprawdę fascynująca. Żeby sytuacja z czytaniem się zmieniła należy zreformować przede wszystkim szkolnictwo i nauczyć dzieci czytania, ale nie tego co należy czytać, a to, na co ma się ochotę. Może to spowodowałoby jakieś zmiany (co prawda za kilkadziesiąt lat, jednak lepsze to niż wciąż nic). Ponadto za słabe zarobki pisarza odpowiada wydawnictwo i dystrybutorzy wraz z księgarzami. Dlaczego ktoś, kto sprzedaje ma mieć większy zysk niż ten kto to wyprodukował? Zrozumiałbym minimalnie większy, jednak w Polsce w przypadku książek jest on kilkakrotny. Najwyższy czas coś z tym zrobić…

  5. Pozwolę sobie nie zgodzić się z kilkoma zagadnieniami, Lager.
    Reforma szkolnictwa, a konkretniej kanonu lektur, to kwestia sporna. I to nawet bardzo. Z jednej strony nie żyjemy już w XX wieku, więc trochę inaczej postrzegamy pewne aspekty życia, zmienia się również światopogląd, kultura i priorytety wśród ludzi młodych. „Pan Tadeusz”, czy „Przedwiośnie” nie docierają już tak dobrze do nastoletnich głów, jak niespełna 100 lat temu, więc warto byłoby zastąpić je czymś świeższym. Jednak z drugiej strony, niepodważalnie są to dzieła wybitne i nie można spisać ich na zapomnienie.

    Nie poprę również tezy, że książka zachodnia gwarantuje dobrą rozrywkę. Osobiście nigdy w życiu nie przeczytałem zagranicznej książki, która wygrałaby z literaturą polską w gatunkach takich jak fantastyka, czy beletrystyka, nie wspominając już o reportażach i książkach historycznych. Znakomita większość wydawnictw tłumaczonych na polski, to po prostu sezonowe gnioty, wypromowane w social mediach, lub na rynku filmowym i tania, względna rozrywka.

    A co do wydawnictw… Wiesz, każdy może wydać sobie książkę sam, tylko powodzenia z uzbieraniem 30 000 zł na druk ( bo tyle wyjdzie za 2-3 tysiące egzemplarzy w profesjonalnej drukarni, no chyba, że ktoś planuje otworzyć własną. Wtedy cena trochę rośnie…), do tego dochodzi cena za projekt okładki (przecież nie każdy się zna na grafice) no i życzę szczęścia w sprzedawaniu swojego dzieła na przydrożnych targach, pomiędzy warzywami a rajstopami, lub techniką obchodową, w stylu świadków jehowy.
    Ktoś inwestuje pieniądze, ponosi ryzyko, więc ma prawo coś z tego mieć. Wydanie książki to nie cena papieru i tuszu, a przede wszystkim marketing.

    Ciągle utrzymuję zdanie, że za niski stan polskiej literatury odpowiadają czytelnicy. Bo ich nie ma. Jaki jest tego powód? Stawiam na lenistwo. I prostactwo.

    Pozdrawiam!

Walnij komcia!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Pokolenie Ikea

Cześć. Jestem Piotr C. Jestem blogerem, pisarzem i opowiadam historie.

KULTURĄ W PŁOT

To nie jest blog dla głupich ludzi

%d blogerów lubi to: